Weekend przepiłam i przepłakałam, a w poniedziałek po prostu nie poszłam do pracy – zadzwoniłam do kadr i wzięłam urlop na żądanie. Jednak dzisiaj nie mogę już sobie pozwolić na powtórkę. Zresztą, uciekanie od problemu nie jest rozwiązaniem, doskonale o tym wiem. Nie mam wyjścia, za godzinę muszę stawić się w firmie. W miejscu, gdzie prędzej czy później spotkam demona, który prześladuje mnie od piątkowej nocy.
Ale chcę być twarda, nie złamię się. Mimo, że ciało szaleje na myśl o nim, nie pozwolę, by zniszczył mi życie. A wiem, że tak by się stało. Straciłabym pracę, a tym samym ostatnią rzecz, z której jestem w moim popapranym życiu dumna.

 

Przemykam szybko do swojego kąta z nadzieją, że na razie uniknę spotkania z Thomasem Perrierem. Siadam i zasłaniam się monitorem. Próbuję skupić się na pracy i nawet nieźle sobie radzę. Do czasu.
Koło południa słyszę jego głos i to już wystarcza, żeby moje ciało zwariowało. Kręci mi się w głowie, zaciskam uda. Cholera, niemożliwe, żeby facet aż tak na mnie działał!
Po chwili go widzę, wchodzi i staje kilka metrów od mojego biurka. Mówi do kogoś, ale patrzy na mnie. Przez kilka sekund nie mogę oderwać oczu od głębokiej zieleni jego tęczówek. Ma niesamowicie intensywne spojrzenie, jakby mnie pieprzył na odległość. Wciągam głośno powietrze i wreszcie przytomnieję. Chowam głowę za ekranem i modlę się, żeby nie podszedł ani nie odezwał się do mnie. Nie chcę jego głosu, nie zniosę jego bliskości!

W końcu orientuję się, że wyszedł. Wykończona osuwam się na krześle i zamykam oczy. Wilgoć między nogami sprawia, że mam ochotę włożyć tam rękę. Ale jednocześnie wiem, że to nic nie da. Powinien mnie porządnie zerżnąć. Tylko to mogłoby ugasić moje pragnienie. Ale nie mogę tego zrobić, nie mogę znowu się poddać! Z trudem skupiam się na pracy. Udaje mi się dotrwać do końca dnia. Niestety nie wiem, jak przeżyję kolejny – kiedy będziemy razem, w jednym pomieszczeniu, przez co najmniej godzinę.

Nazajutrz siedzę w sali konferencyjnej i kurczowo ściskam poręcze krzesła, żeby nie wstać i nie uciec. Cholerny Thomas Perrier zaraz tu wejdzie, a ja już z trudem nad sobą panuję. Wieczorem próbowałam się zaspokoić, niestety, moja frustracja tylko się zwiększyła. Większość nocy, w mojej chorej głowie, szef pieprzył mnie na wszystkie sposoby, a i tak nie miałam najmniejszego nawet orgazmu. A teraz będę musiała go oglądać, słuchać jego głosu, odpowiadać na jego pytania. I to w obecności kilkunastu osób. Wspaniale!

Kiedy wchodzi i siada za stołem konferencyjnym, już wiem, że dzisiejsze zebranie będzie większym koszmarem, niż sądziłam. Rzadko patrzy w moją stronę, ale kiedy już zerka, czuję się zupełnie naga. Rozbiera mnie wzrokiem, a każdy ruch jego palców, nawet kiedy tylko bawi się długopisem, jest obietnicą tego, co mógłby ze mną zrobić. Próbuję sobie tłumaczyć, że to tylko złudzenie, moja oszalała wyobraźnia, ale nie… W pewnej chwili, kiedy wszyscy skupieni są na dyskusji dwóch kierowników, mój szef mruży wpatrzone we mnie, żarzące się czystym pożądaniem oczy, a kącik ust unosi w lubieżnym grymasie. Wiem, czego chce. Myśli o tym, co ja. Cholera!

Z zebrania uciekam tuż przed końcem, udając, że coś mi dolega. Zresztą, przecież czuję się fatalnie, prawda? Pozostałą część dnia spędzam za biurkiem ze słuchawkami na uszach. Wychodzę z firmy wcześniej niż zwykle, bo panicznie boję się wezwania na jakieś niespodziewane wieczorne zebranie.

Przez kolejne dwa dni całkiem nieźle sobie radzę. Prezes wyjechał, pojawi się dopiero w poniedziałek. Wykorzystuję ten czas, aby się ogarnąć. Dzwonię do Michała, na szczęście ma wolną sobotę. Muszę z nim porozmawiać i pozwolić mu zmęczyć mnie, jak jeszcze nigdy. Mam nadzieję, że realizacja jego wyuzdanych fantazji da mi ukojenie i siłę na przeżycie kolejnego tygodnia obok Thomasa Perriera.

W piątek po południu odliczam już minuty do chwili, kiedy opuszczę biuro. W miarę spokojna, zadowolona z wczorajszych i dzisiejszych dokonań zawodowych, idę jeszcze na moment do łazienki. Poprawiam włosy i planuję, gdzie pojadę na cotygodniowe, duże zakupy. Wysyłam sms-a do przyjaciółki z nadzieją, że do mnie dołączy – będzie łatwiej, jeśli włócząc się po centrum handlowym, skupię się na Ance, a nie na mężczyznach wokół, czy, co gorsza, na tym jednym, tkwiącym uparcie w mojej głowie.

Wracam do biurka, żeby zabrać torebkę, i zerkam po raz ostatni na skrzynkę mailową. Klnę pod nosem. Wiadomość od szefa. Wzdycham, bo nie mam ochoty na weekend zawalony pracą. Klikam i po pierwszych słowach zszokowana siadam na krześle. O osiemnastej, czyli za dziesięć minut, mam się stawić w gabinecie prezesa. Czytam maila kilka razy. Cholera, nie! Przecież nie ma go w firmie! Jeszcze nie wrócił! Drżę ze zdenerwowania, kiedy patrzę na wcześniejsze nieprzeczytane wiadomości. Gówno prawda! Wrócił i od razu wziął się ostro do pracy. W kwadrans zdążył rozesłać kilka raportów i zlecić mnóstwo zadań na cały przyszły tydzień. Ale może wzywa nie tylko mnie? Z nadzieją chwytam się tej myśli. Tak, to na pewno kolejne szybkie zebranko. Wstaję, poprawiam spódnicę i sięgam po tablet. Poradzę sobie. Biorę głęboki oddech i ruszam w stronę gabinetu cholernego Thomasa Perriera.

Kiedy tylko wchodzę, natychmiast uginają się pode mną nogi. Mój demon stoi z założonymi rękami, opiera się o biurko i patrzy na mnie nieodgadnionym spojrzeniem. Wygląda… wygląda dokładnie tak, jak w moich wszystkich popieprzonych snach. Kurwa! Rozglądam się szybko po gabinecie, ale i tak wiem, że jesteśmy tu sami. Próbuję opanować przyspieszony oddech. Za drzwiami siedzi jego asystentka. Spokojnie, nic się nie stanie! Zaciskam dłonie.

– Usiądź, proszę. – Machnięciem ręki wskazuje krzesło, sam zajmuje miejsce po drugiej stronie biurka.

Chwilę milczymy. Nie potrafię spojrzeć na niego, więc gapię się na swoje drżące dłonie. W końcu słyszę:

– To nie do końca jest spotkanie służbowe, choć ma dużo wspólnego z naszą pracą…

Podnoszę wzrok, lekko marszcząc brwi. Czuję, jak moja klatka piersiowa zaczyna się kurczyć ze strachu.

– Nigdy nie sądziłem, że będę musiał przeprowadzić taką rozmowę, i to z tobą, ale… Sama wiesz, co się stało.

Kurwa, zwolni mnie! Po prostu mnie zwolni!

– Ja…

Próbuję coś powiedzieć, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, co to mogłoby być. Ja nie chciałam? Byłam tam przez przypadek? Sama odejdę?

– Nie przerywaj mi – rzuca stanowczo.

Wstaje i powoli idzie w stronę okna. Potem odwraca się i spogląda na mnie w skupieniu.

– Nie mogę przestać myśleć o tym, co widziałem, i jak się wtedy czułem. Rozproszyłaś mnie. Kompletnie! – Zaciska usta. – Nie mam ochoty dalej tak funkcjonować. Wcześniej mnie pociągałaś, ale to, co zobaczyłem… – Przerywa na chwilę. – Najpierw chciałem cię zwolnić, ale to byłoby nie fair. Niesprawiedliwe i niezgodne z prawem. Więc… pojedziesz dzisiaj ze mną – mówi to bez cienia emocji, a we mnie te słowa uderzają z mocą bomby atomowej. Niszczą resztki spokoju i pewności siebie. Zamiast otuchy, że nie zostanę zwolniona, czuję narastającą panikę. I jednocześnie płonę, bo domyślam się, co mój szef ma na myśli.
Thomas ignoruje zaskoczenie na pewno widoczne na mojej twarzy. Nie czeka, aż cokolwiek powiem. Podchodzi do biurka, wyłącza komputer, potem zabiera kilka dokumentów i chowa je do torby.

– Ja jestem gotowy.

– Ale… – wreszcie udaje mi się wydobyć z siebie głos. – Ale ja nigdzie z tobą nie pojadę.

Nic nie mówi, tylko łapie mnie za łokieć i ciągnie w stronę drzwi. W sekretariacie mijamy asystentkę, ale nie rejestruję, co ten dupek do niej mówi. Dopiero w windzie mnie puszcza. Odsuwam się najdalej, jak tylko mogę.

– Nigdzie z tobą nie pojadę – powtarzam trochę bardziej stanowczym, choć wciąż drżącym, głosem.

Robi krok w moim kierunku. Szybkim ruchem dłoni podnosi moją brodę, drugą rękę wkłada pod spódnicę. Błyskawicznie odnajduje cel, odciąga koronkę majtek i wsuwa we mnie palce. Uśmiecha się kpiąco. Potem wyciąga je i oblizuje.

– Nie pojedziesz? Jesteś mokra, kiedy tylko mnie widzisz. A ja jestem twardy, kiedy o tobie myślę. I mam tego dość. Więc tak, pojedziesz teraz do mnie, założysz to, co ci każę, i będę cię pieprzył, dopóki cię nie wypieprzę z mojej głowy, rozumiesz?

W tej chwili jestem już tylko kłębkiem pulsujących pożądaniem zwojów. Kiwam powoli głową, bo nie jestem zdolna do żadnej innej reakcji.

Przez całą drogę do jego mieszkania milczymy. Jestem załamana. I złamana. Z trudem panuję nad łzami. Nienawidzę siebie i swojego ciała. Nienawidzę, kiedy ono każe mi taką być… Thomas odzywa się dopiero w windzie.

– Nie miej takiej miny. Będziemy się dobrze bawić, przecież wiesz. Lubisz to.

– Nie rozumiesz… – Kręcę głową.

– Rozumiem lepiej, niż ci się wydaje – mówi cicho.

Podnoszę głowę i próbuję pojąć, co ma na myśli. Ale drzwi windy właśnie się otwierają, a on łapie moją dłoń. Prowadzi mnie korytarzem do swojego apartamentu. Kiedy jesteśmy w salonie, podchodzi do stołu, na którym stoją dwa kieliszki i butelka wina. Nalewa i podaje mi jeden. Wypijam od razu prawie cały i czuję, jak krew zaczyna szybciej krążyć w moich żyłach. Patrzymy na siebie. Widzę, że jest podniecony, więc moje ciało reaguje jeszcze mocniej, a oddech przyspiesza.

– O tym mówiłem.

Podchodzi do sofy i rozsiada się wygodnie.

– Nie musisz się przebierać. Po prostu zdejmij spódnicę i bluzkę.

Wykonuję polecenie jak w transie. Stoję w koronkowej bieliźnie, pończochach i szpilkach. Patrzę, jak rozpina rozporek i wyciąga członek. Jest wyprężony, w pełnej gotowości, jakby od dawna na mnie czekał. Mimowolnie oblizuję usta.

– No właśnie – słyszę spokojny, ale stanowczy głos. – Na kolana, skarbie.

Podchodzę do kanapy i klękam. Otulam gorącą męskość dłońmi, potem zaczynam delikatnie ssać wilgotny czubek. Przymykam powieki i jęczę. Dlaczego tak strasznie to lubię?

Dźwięk, który wydaję, podkręca mojego szefa. Zaplątuje dłonie w moje włosy i nabija mnie na siebie. Penis mocno uderza w gardło. Dławię się, z trudem łapię oddech, ale Thomas nie przerywa. Szybkimi ruchami dąży do spełnienia, nie zważając na moje załzawione oczy. Potem nagle zatrzymuje się. Ściska moją głowę, po chwili lekko mnie odpycha.

– Wypnij się porządnie.

Wstaję i opieram dłonie o siedzisko sofy. Słyszę, jak się rozbiera, potem dociera do mnie szelest otwieranego opakowania prezerwatywy. Mimowolnie kręcę biodrami. Pożądanie mną zawładnęło. Chcę już tylko jego kutasa w sobie. Nic innego się nie liczy.

 

/Magda Mila/

 

Thomas i Lena (I)

Thomas i Lena (II)

 


2 Komentarze

Marianna · Lipiec 24, 2018 o 7:33 am

Czekam na dalszy ciąg! Będzie?

Marta · Sierpień 30, 2018 o 4:09 pm

Kiedy ciąg dalszy??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *