OPOWIADANIA

Thomas i Lena (IV)

Stoi za mną. Głaszcze pośladki, przesuwa palcami po paseczku koronki, odciąga go i puszcza. Bawi się moim pragnieniem. Jęczę, uginam lekko kolana i znowu prostuję, gorączkowo i niecierpliwie.
– Spokojnie, kochanie. – Daje mi lekkiego klapsa. Klęka, zsuwa majtki i pomaga mi z nich wyjść.

Czuję jego język między pośladkami, po chwili niżej. Nareszcie! Bawi się łechtaczką, potem palcami eksploruje pochwę, jakby badał, czy jestem wystarczająco gotowa. Jestem! Wilgoć ścieka po moich udach, dawno nie czułam tak ogromnego podniecenia i żądzy spełnienia.

Thomas podnosi się i mocno ściska dłońmi moje biodra. Jednym ruchem wbija się we mnie, od razu do końca. Krzyczę z bólu i z rozkoszy. Zaczyna mnie pieprzyć, ostro i mocno, dokładnie tak, jak lubię. Ledwo utrzymuję równowagę, ale nie pozwala mi zmienić pozycji. Wchodzi we mnie raz za razem, a z jego ust wydobywa się zadowolony warkot.
Czuję narastającą przyjemność, ogień powoli ogarnia ciało.

Mój kochanek na moment przerywa. Przesuwa czubkiem penisa między pośladkami, jakby się nad czymś zastanawiał, a potem znowu jest we mnie. Gorący członek drażni wrażliwe wnętrze, zaczynam głośno jęczeć. Jeszcze kilka sekund i fale rozkoszy całkowicie mną zawładną.

Nagle Thomas nieruchomieje. Wychodzi ze mnie, łapie za włosy i odwraca. Gwałtownym ruchem zsuwa ociekającą moim podnieceniem prezerwatywę i atakuje usta. Dławię się, a po policzkach lecą mi łzy. Uderza w gardło kilka razy i z krzykiem wlewa w nie nasienie. Potem odpycha mnie i wychodzi z salonu.

Siedzę skulona na podłodze, oparta o siedzisko kanapy. Niezaspokojone ciało drży. Nie mogę zrozumieć, co się stało. Zostawił mnie tak? Grzbietem dłoni ocieram łzy z policzków i rozchylam nogi. Wsuwam w siebie rozdygotany palec, rozcieram wilgoć. Dotykam ostrożnie nabrzmiałej łechtaczki, delikatnie drażnię najwrażliwszy punkt mojego wnętrza. Przymykam oczy. Już prawie, jeszcze chwila…

Nagle czuję szarpnięcie.
– Dojdziesz, kiedy uznam, że mam cię dość.
Otwieram oczy. Mój kochanek pochyla się nade mną z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
– Chcę cię taką, wygłodniałą.
– Thomas… – jęczę rozpaczliwie.
– Wstań.

Podnoszę się. Marzę o tym, żeby mnie tam dotknął, żeby dał mi orgazm, który sam już dostał. Ale zamiast tego wygina moje ręce do tyłu i okręca je kawałkiem taśmy.
– Powiedziałem, skończysz, kiedy ja będę miał dość.
Poddaję się. To niedorzeczne, mój rozbity pożądaniem mózg nie jest w stanie pojąć tej sytuacji. Pozwoliłam się tu przywlec, bo żądza znowu mnie zniewoliła. Miałam ugasić ogień, a zamiast tego płonę jeszcze bardziej. Każda komórka ciała drży, a ból niespełnienia staje się cierpieniem.

Stoję na środku salonu, ze łzami w oczach, nadal w pończochach, szpilkach i w koronkowym biustonoszu. Patrzę na swojego oprawcę. Thomas podchodzi do stołu i nalewa wino do kieliszków. Pije łyk, potem się zbliża. Chłodnym szkłem dotyka moich ust i pozwala mi połknąć kilka kropli. Resztę wylewa – na szyję, dekolt, piersi. Krwistoczerwone strugi ściekają po bladej skórze.

Uśmiecha się. Odstawia kieliszek, palcem śledzi ich bieg, rozmazuje je. Potem zaczyna zlizywać cierpki płyn. Wyciąga z biustonosza piersi, drażni językiem sutki. Przymykam oczy i zaciskam zęby. To tortura!
Kiedy zsuwa się jeszcze niżej, wylizuje pępek, a potem podbrzusze, jęczę i zaczynam błagać.
– Proszę…!
Podnosi się. Widzę, że znowu jest gotowy.
– Czuję, skarbie, że ta noc szybko się nie skończy. – Mruży pociemniałe z podniecenia oczy. – Ale nie martw się, w końcu będzie ci dobrze, bardzo dobrze.
Cała drżę.

Każe mi klęknąć. Chwilę droczy się z moimi ustami, muska wargi członkiem, czasem wsuwa go, ale tym razem płytko i powoli. Zależy mi na jego zadowoleniu, więc mój język uczestniczy w zabawie. Zerkam w górę, upewniam się, że tego właśnie oczekuje. Zaczynam czuć się jak zwierzę, które chce zasłużyć na przychylność swojego pana. Pochylam się i liżę jądra. Ssę je i głaszczę. Potem znowu obejmuję wargami czubek penisa.
– Wystarczy – słyszę.

Patrzę wyczekująco. Mężczyzna przede mną nie jest już Thomasem Perrierem, nie jest prezesem czy szefem. Jest panem mojego podniecenia i zaspokojenia.
Pomaga mi wstać. Zakłada prezerwatywę, potem znowu każe klęknąć na sofie. Przyciska moją głowę do poduszki.
– Zaboli – informuje, kiedy dłonią rozprowadza wilgoć między pośladkami.

Próbuję się odwrócić, ale przytrzymuje mnie. Wkłada od razu dwa palce. Jęczę.
– Bądź grzeczna, to pozwolę ci dojść. Ale tylko raz!
Obietnica sprawia, że nie spinam się, kiedy mnie rozciąga, i potem, gdy czuję czubek penisa przy odbycie. Jeszcze bardziej wyginam plecy, dając mu znak, że jestem gotowa.
Wchodzi jednym pchnięciem. Krzyczę, bo ciało instynktownie się broni. Zaciskam mięśnie w bolesnym skurczu. Thomas dociska mnie do kanapy. Nachyla się i szepcze.
– Już?
– Tak – jęczę, kiedy jestem w stanie znowu się rozluźnić.

Ból jest bardzo silny, ale wiem, że w końcu minie. Mój kochanek łapie mnie za włosy, a drugą ręką przytrzymuje biodra. Wysuwa się i wbija ponownie, raz za razem, powoli, ale głęboko. Potem przyspiesza. Wiję się pod nim, a wciąż związane ręce zaczynają drętwieć.
Uderza jeszcze mocniej, a moje ciało odżywa. Ból już nie istnieje, jest tylko nieśpiesznie rozlewająca się przyjemność. Zaraz, już za moment… Jeśli znowu przerwie, będę błagać, nie przeżyję kolejnej tortury.

Thomas coraz głośniej dyszy, palcami ściska moje ciało i mocno szarpie włosy. Na moment zwalnia. Zamieram. Znowu to zrobi…? Nie. Czuję, jak jego palce odnajdują łechtaczkę, a druga ręka zaczyna szarpać pierś. Zaczynają przeze mnie przepływać iskry, kumulujące się w podbrzuszu, by po chwili eksplodować.
– Tak! – krzyczę, kiedy orgazm wreszcie dociera do każdej komórki rozgorączkowanego ciała.

Thomas wbija się jeszcze kilka razy, uderza mocno dłonią w moje pośladki, w końcu sam dochodzi z głośnym jękiem.
Chwilę dyszy leżąc na mnie, potem podnosi się, uwalnia moje ręce i pomaga wstać.
– Tam jest łazienka. – Wskazuje mi drzwi machnięciem ręki.
Idę, wciąż rozdygotana, spocona, umazana winem.

Wchodzę do ogromnej kabiny prysznicowej i przekręcam kran. Podnoszę głowę, pozwalam wodzie spływać po twarzy. Drżę, ciało nadal upaja się przyjemnością, której doznało. Ale mój mózg już wraca do rzeczywistości.
Znowu to robię. Poddaję się, doznaję chwilowego ukojenia, by za moment tonąć w wyrzutach sumienia i tarzać się w poczuciu wstrętu do samej siebie. Tym razem jest jeszcze gorzej – nie tylko pozwoliłam pożądaniu przejąć kontrolę nad sobą, to jeszcze moim kochankiem jest szef.

Sięgam po żel i powoli się namydlam. Nie łudzę się, że zmyję choć odrobinę brudu, który czuję na sobie. Ale trochę mnie uspokaja dotyk dłoni przesuwających się po gładkiej skórze.
W końcu zakręcam wodę i wychodzę z kabiny. Widzę komplet bielizny leżący na blacie obok umywalki. Nie, nie dziwię się, przecież wiem, że to nie koniec. Zagryzam mocno wargę i patrzę na swoje odbicie w lustrze. Właśnie dotykam dna. Jeśli założę ten piękny koronkowy gorset, jeśli pozwolę Thomasowi na ciąg dalszy… Pocieram dłońmi twarz.

Może i mogę zignorować swoje ciało, ale i tak spotkam go w pracy. I znowu będę się męczyć. A on? Co zrobi, jeśli teraz wyjdę? Może ma rację, że wystarczy kilka mocnych orgazmów, żebyśmy znudzili się sobą? Tak przecież zwykle jest. Dopada mnie jakaś obsesyjna myśl, doprowadzam do realizacji swojego pragnienia, a potem tracę zainteresowanie. Teraz też tak będzie? Powinniśmy się pieprzyć do utraty tchu, aż będziemy mieli siebie dość?
Oszukuję się. Tak się nie stanie. On jest moim ideałem kochanka. Atrakcyjny, władczy, perwersyjny. I tak zdeprawowany jak ja. Jak dawna ja, bo przecież miałam zacząć nowe życie…

Miotam się jeszcze chwilę. Przesuwam palcami po mięciutkiej koronce i wyobrażam sobie, jak bym wyglądała w tej bieliźnie. Patrzę na siebie, próbuję przewiercić wzrokiem lustro, w którym odbijają się moje oczy. Dam radę! To właśnie ten moment, kiedy powinnam poczuć swoją siłę. Zaciskam palce na blacie. Tak, tym razem postąpię właściwie.

Owijam się ręcznikiem i wychodzę z łazienki. Ignoruję obserwującego mnie, trochę zaskoczonego, Thomasa. Szybko zbieram rzeczy. Wciągam majtki, pończochy, zapinam biustonosz. Dopiero kiedy mam już na sobie sukienkę i szpilki, odwracam się.
Stoi oparty o stół.
– Koniec zabawy?
Robię głęboki wdech. Jeszcze się trochę waham, ale nie, nie poddam się. Ignoruję dreszcze podniecenia łaskoczące moje podbrzusze.
– Koniec.
– Twardzielka, co? – pyta kpiąco.
Zaciskam zęby, odwracam się i ruszam w stronę drzwi.
– Jeszcze będziesz błagać, skarbie. Tylko pamiętaj, nie w pracy. Bo wylecisz.

Szarpię klamkę i wychodzę. Wolno idę do windy. Powinna mieć rozpierać duma, w końcu wygrałam ze swoim chorym pragnieniem. Ale jest odwrotnie, czuję się strasznie. Mam ochotę skulić się pod ścianą i płakać. Chociaż nie, chcę odwrócić się i biegiem wrócić pod jego drzwi. Żeby pukać i błagać, by je otworzył.

 

/Magda Mila/

opowiadanie erotyczne OPOWIADANIA

Thomas i Lena (III)

Weekend przepiłam i przepłakałam, a w poniedziałek po prostu nie poszłam do pracy – zadzwoniłam do kadr i wzięłam urlop na żądanie. Jednak dzisiaj nie mogę już sobie pozwolić na powtórkę. Zresztą, uciekanie od problemu nie jest rozwiązaniem, doskonale o tym wiem. Nie mam wyjścia, za godzinę muszę stawić się w firmie. W miejscu, gdzie prędzej czy później spotkam demona, który prześladuje mnie od piątkowej nocy.
Ale chcę być twarda, nie złamię się. Mimo, że ciało szaleje na myśl o nim, nie pozwolę, by zniszczył mi życie. A wiem, że tak by się stało. Straciłabym pracę, a tym samym ostatnią rzecz, z której jestem w moim popapranym życiu dumna.

 

Przemykam szybko do swojego kąta z nadzieją, że na razie uniknę spotkania z Thomasem Perrierem. Siadam i zasłaniam się monitorem. Próbuję skupić się na pracy i nawet nieźle sobie radzę. Do czasu.
Koło południa słyszę jego głos i to już wystarcza, żeby moje ciało zwariowało. Kręci mi się w głowie, zaciskam uda. Cholera, niemożliwe, żeby facet aż tak na mnie działał!
Po chwili go widzę, wchodzi i staje kilka metrów od mojego biurka. Mówi do kogoś, ale patrzy na mnie. Przez kilka sekund nie mogę oderwać oczu od głębokiej zieleni jego tęczówek. Ma niesamowicie intensywne spojrzenie, jakby mnie pieprzył na odległość. Wciągam głośno powietrze i wreszcie przytomnieję. Chowam głowę za ekranem i modlę się, żeby nie podszedł ani nie odezwał się do mnie. Nie chcę jego głosu, nie zniosę jego bliskości!

W końcu orientuję się, że wyszedł. Wykończona osuwam się na krześle i zamykam oczy. Wilgoć między nogami sprawia, że mam ochotę włożyć tam rękę. Ale jednocześnie wiem, że to nic nie da. Powinien mnie porządnie zerżnąć. Tylko to mogłoby ugasić moje pragnienie. Ale nie mogę tego zrobić, nie mogę znowu się poddać! Z trudem skupiam się na pracy. Udaje mi się dotrwać do końca dnia. Niestety nie wiem, jak przeżyję kolejny – kiedy będziemy razem, w jednym pomieszczeniu, przez co najmniej godzinę.

Nazajutrz siedzę w sali konferencyjnej i kurczowo ściskam poręcze krzesła, żeby nie wstać i nie uciec. Cholerny Thomas Perrier zaraz tu wejdzie, a ja już z trudem nad sobą panuję. Wieczorem próbowałam się zaspokoić, niestety, moja frustracja tylko się zwiększyła. Większość nocy, w mojej chorej głowie, szef pieprzył mnie na wszystkie sposoby, a i tak nie miałam najmniejszego nawet orgazmu. A teraz będę musiała go oglądać, słuchać jego głosu, odpowiadać na jego pytania. I to w obecności kilkunastu osób. Wspaniale!

Kiedy wchodzi i siada za stołem konferencyjnym, już wiem, że dzisiejsze zebranie będzie większym koszmarem, niż sądziłam. Rzadko patrzy w moją stronę, ale kiedy już zerka, czuję się zupełnie naga. Rozbiera mnie wzrokiem, a każdy ruch jego palców, nawet kiedy tylko bawi się długopisem, jest obietnicą tego, co mógłby ze mną zrobić. Próbuję sobie tłumaczyć, że to tylko złudzenie, moja oszalała wyobraźnia, ale nie… W pewnej chwili, kiedy wszyscy skupieni są na dyskusji dwóch kierowników, mój szef mruży wpatrzone we mnie, żarzące się czystym pożądaniem oczy, a kącik ust unosi w lubieżnym grymasie. Wiem, czego chce. Myśli o tym, co ja. Cholera!

Z zebrania uciekam tuż przed końcem, udając, że coś mi dolega. Zresztą, przecież czuję się fatalnie, prawda? Pozostałą część dnia spędzam za biurkiem ze słuchawkami na uszach. Wychodzę z firmy wcześniej niż zwykle, bo panicznie boję się wezwania na jakieś niespodziewane wieczorne zebranie.

Przez kolejne dwa dni całkiem nieźle sobie radzę. Prezes wyjechał, pojawi się dopiero w poniedziałek. Wykorzystuję ten czas, aby się ogarnąć. Dzwonię do Michała, na szczęście ma wolną sobotę. Muszę z nim porozmawiać i pozwolić mu zmęczyć mnie, jak jeszcze nigdy. Mam nadzieję, że realizacja jego wyuzdanych fantazji da mi ukojenie i siłę na przeżycie kolejnego tygodnia obok Thomasa Perriera.

W piątek po południu odliczam już minuty do chwili, kiedy opuszczę biuro. W miarę spokojna, zadowolona z wczorajszych i dzisiejszych dokonań zawodowych, idę jeszcze na moment do łazienki. Poprawiam włosy i planuję, gdzie pojadę na cotygodniowe, duże zakupy. Wysyłam sms-a do przyjaciółki z nadzieją, że do mnie dołączy – będzie łatwiej, jeśli włócząc się po centrum handlowym, skupię się na Ance, a nie na mężczyznach wokół, czy, co gorsza, na tym jednym, tkwiącym uparcie w mojej głowie.

Wracam do biurka, żeby zabrać torebkę, i zerkam po raz ostatni na skrzynkę mailową. Klnę pod nosem. Wiadomość od szefa. Wzdycham, bo nie mam ochoty na weekend zawalony pracą. Klikam i po pierwszych słowach zszokowana siadam na krześle. O osiemnastej, czyli za dziesięć minut, mam się stawić w gabinecie prezesa. Czytam maila kilka razy. Cholera, nie! Przecież nie ma go w firmie! Jeszcze nie wrócił! Drżę ze zdenerwowania, kiedy patrzę na wcześniejsze nieprzeczytane wiadomości. Gówno prawda! Wrócił i od razu wziął się ostro do pracy. W kwadrans zdążył rozesłać kilka raportów i zlecić mnóstwo zadań na cały przyszły tydzień. Ale może wzywa nie tylko mnie? Z nadzieją chwytam się tej myśli. Tak, to na pewno kolejne szybkie zebranko. Wstaję, poprawiam spódnicę i sięgam po tablet. Poradzę sobie. Biorę głęboki oddech i ruszam w stronę gabinetu cholernego Thomasa Perriera.

Kiedy tylko wchodzę, natychmiast uginają się pode mną nogi. Mój demon stoi z założonymi rękami, opiera się o biurko i patrzy na mnie nieodgadnionym spojrzeniem. Wygląda… wygląda dokładnie tak, jak w moich wszystkich popieprzonych snach. Kurwa! Rozglądam się szybko po gabinecie, ale i tak wiem, że jesteśmy tu sami. Próbuję opanować przyspieszony oddech. Za drzwiami siedzi jego asystentka. Spokojnie, nic się nie stanie! Zaciskam dłonie.

– Usiądź, proszę. – Machnięciem ręki wskazuje krzesło, sam zajmuje miejsce po drugiej stronie biurka.

Chwilę milczymy. Nie potrafię spojrzeć na niego, więc gapię się na swoje drżące dłonie. W końcu słyszę:

– To nie do końca jest spotkanie służbowe, choć ma dużo wspólnego z naszą pracą…

Podnoszę wzrok, lekko marszcząc brwi. Czuję, jak moja klatka piersiowa zaczyna się kurczyć ze strachu.

– Nigdy nie sądziłem, że będę musiał przeprowadzić taką rozmowę, i to z tobą, ale… Sama wiesz, co się stało.

Kurwa, zwolni mnie! Po prostu mnie zwolni!

– Ja…

Próbuję coś powiedzieć, ale tak naprawdę nie mam pojęcia, co to mogłoby być. Ja nie chciałam? Byłam tam przez przypadek? Sama odejdę?

– Nie przerywaj mi – rzuca stanowczo.

Wstaje i powoli idzie w stronę okna. Potem odwraca się i spogląda na mnie w skupieniu.

– Nie mogę przestać myśleć o tym, co widziałem, i jak się wtedy czułem. Rozproszyłaś mnie. Kompletnie! – Zaciska usta. – Nie mam ochoty dalej tak funkcjonować. Wcześniej mnie pociągałaś, ale to, co zobaczyłem… – Przerywa na chwilę. – Najpierw chciałem cię zwolnić, ale to byłoby nie fair. Niesprawiedliwe i niezgodne z prawem. Więc… pojedziesz dzisiaj ze mną – mówi to bez cienia emocji, a we mnie te słowa uderzają z mocą bomby atomowej. Niszczą resztki spokoju i pewności siebie. Zamiast otuchy, że nie zostanę zwolniona, czuję narastającą panikę. I jednocześnie płonę, bo domyślam się, co mój szef ma na myśli.
Thomas ignoruje zaskoczenie na pewno widoczne na mojej twarzy. Nie czeka, aż cokolwiek powiem. Podchodzi do biurka, wyłącza komputer, potem zabiera kilka dokumentów i chowa je do torby.

– Ja jestem gotowy.

– Ale… – wreszcie udaje mi się wydobyć z siebie głos. – Ale ja nigdzie z tobą nie pojadę.

Nic nie mówi, tylko łapie mnie za łokieć i ciągnie w stronę drzwi. W sekretariacie mijamy asystentkę, ale nie rejestruję, co ten dupek do niej mówi. Dopiero w windzie mnie puszcza. Odsuwam się najdalej, jak tylko mogę.

– Nigdzie z tobą nie pojadę – powtarzam trochę bardziej stanowczym, choć wciąż drżącym, głosem.

Robi krok w moim kierunku. Szybkim ruchem dłoni podnosi moją brodę, drugą rękę wkłada pod spódnicę. Błyskawicznie odnajduje cel, odciąga koronkę majtek i wsuwa we mnie palce. Uśmiecha się kpiąco. Potem wyciąga je i oblizuje.

– Nie pojedziesz? Jesteś mokra, kiedy tylko mnie widzisz. A ja jestem twardy, kiedy o tobie myślę. I mam tego dość. Więc tak, pojedziesz teraz do mnie, założysz to, co ci każę, i będę cię pieprzył, dopóki cię nie wypieprzę z mojej głowy, rozumiesz?

W tej chwili jestem już tylko kłębkiem pulsujących pożądaniem zwojów. Kiwam powoli głową, bo nie jestem zdolna do żadnej innej reakcji.

Przez całą drogę do jego mieszkania milczymy. Jestem załamana. I złamana. Z trudem panuję nad łzami. Nienawidzę siebie i swojego ciała. Nienawidzę, kiedy ono każe mi taką być… Thomas odzywa się dopiero w windzie.

– Nie miej takiej miny. Będziemy się dobrze bawić, przecież wiesz. Lubisz to.

– Nie rozumiesz… – Kręcę głową.

– Rozumiem lepiej, niż ci się wydaje – mówi cicho.

Podnoszę głowę i próbuję pojąć, co ma na myśli. Ale drzwi windy właśnie się otwierają, a on łapie moją dłoń. Prowadzi mnie korytarzem do swojego apartamentu. Kiedy jesteśmy w salonie, podchodzi do stołu, na którym stoją dwa kieliszki i butelka wina. Nalewa i podaje mi jeden. Wypijam od razu prawie cały i czuję, jak krew zaczyna szybciej krążyć w moich żyłach. Patrzymy na siebie. Widzę, że jest podniecony, więc moje ciało reaguje jeszcze mocniej, a oddech przyspiesza.

– O tym mówiłem.

Podchodzi do sofy i rozsiada się wygodnie.

– Nie musisz się przebierać. Po prostu zdejmij spódnicę i bluzkę.

Wykonuję polecenie jak w transie. Stoję w koronkowej bieliźnie, pończochach i szpilkach. Patrzę, jak rozpina rozporek i wyciąga członek. Jest wyprężony, w pełnej gotowości, jakby od dawna na mnie czekał. Mimowolnie oblizuję usta.

– No właśnie – słyszę spokojny, ale stanowczy głos. – Na kolana, skarbie.

Podchodzę do kanapy i klękam. Otulam gorącą męskość dłońmi, potem zaczynam delikatnie ssać wilgotny czubek. Przymykam powieki i jęczę. Dlaczego tak strasznie to lubię?

Dźwięk, który wydaję, podkręca mojego szefa. Zaplątuje dłonie w moje włosy i nabija mnie na siebie. Penis mocno uderza w gardło. Dławię się, z trudem łapię oddech, ale Thomas nie przerywa. Szybkimi ruchami dąży do spełnienia, nie zważając na moje załzawione oczy. Potem nagle zatrzymuje się. Ściska moją głowę, po chwili lekko mnie odpycha.

– Wypnij się porządnie.

Wstaję i opieram dłonie o siedzisko sofy. Słyszę, jak się rozbiera, potem dociera do mnie szelest otwieranego opakowania prezerwatywy. Mimowolnie kręcę biodrami. Pożądanie mną zawładnęło. Chcę już tylko jego kutasa w sobie. Nic innego się nie liczy.

 

/Magda Mila/

 

Thomas i Lena (I)

Thomas i Lena (II)

 

dobra erotyka OPOWIADANIA

Thomas i Lena (II)

Taksówka zatrzymuje się przed dużą bramą, która powoli się otwiera. Podjazd nie jest oświetlony, jedynie drzwi do eleganckiej, przedwojennej willi oświetla mała lampka. Staję przed nimi i naciskam dzwonek. Zerkam w kamerę, która jest skierowana na mnie. Podoba mi się taka atmosfera tajemniczości. Nie mam pojęcia, co zastanę w środku, bo mężczyzna, który odebrał telefon był raczej małomówny. Na szczęście nazwisko mojego znajomego pomogło.
– W takim razie zapraszamy, sporo się dzisiaj dzieje – usłyszałam obietnicę, zanim jeszcze wyszłam z domu.

Zostaję wpuszczona do środka. Zostawiam torebkę w szatni, na nadgarstku zapinam zieloną bransoletkę mówiącą „jestem gotowa na wszystko”, potem miło wyglądająca hostessa szerokimi schodami prowadzi mnie na piętro. Już wiem, że to była dobra decyzja. Widzę elegancki bar i kilka osób popijających drinki.
– Oprowadzić cię? – pyta dziewczyna, która nadal stoi obok mnie.
– Nie, dzięki. – Uśmiecham się. – Poradzę sobie.
Rozglądam się po sali. Przy barze nie widzę nikogo znajomego, na niewielkim parkiecie, wśród kilku tańczących par, także. Za to czuję na sobie wzrok co najmniej kilku osób. I o to chodziło! Powoli podchodzę do baru i zamawiam lampkę wina. Pewnie będzie kiepskie, ale wszystko mi jedno. Ma mnie tylko delikatnie rozgrzać.

– Pierwszy raz? – słyszę głos za moimi plecami.
Odwracam się i taksuję wzrokiem mężczyznę, który z zainteresowaniem patrzy na mnie.
– Tutaj? Tak. – Uśmiecham się i upijam mały łyk wina.
Facet jest niezły, ale to chyba nie mój typ na dziś. Przede wszystkim jest za młody. Rozmawiamy chwilę o błahostkach, uśmiecham się, kiedy jego ręka ostrożnie gładzi moje udo. Moje ciało wibruje coraz bardziej, ale wiem, że ten człowiek nie da mi tego, czego potrzebuję. Najpierw musiałby pozbyć się, uroczej skądinąd, delikatności, a ja dzisiaj nie mam ochoty mu w tym pomagać. Dyskretnie się rozglądam. Zauważam uśmiechającą się do mnie parę – oboje bardzo atrakcyjni, oboje rozbierają mnie wzrokiem. Biorę głębszy oddech, bo czuję, jak wiele moglibyśmy sobie dać… Ale nie dziś. Dziś musi być mocniej. Coraz bardziej podniecona zerkam na mężczyznę stojącego na końcu baru. Ma w oczach intensywność, o jaką mi chodzi. Postanawiam nie czekać. Patrzę na niego, przechylam lekko głowę, delikatnie się uśmiecham i wolno ruszam w stronę parkietu.

Po chwili czuję jego dłonie na swojej talii. Przesuwa je po linii moich bioder i po brzuchu, kiedy zaczynamy poruszać się w rytmie wolnej piosenki. Ociera się o moje pośladki, a ja odchylam głowę, opieram ją na jego ramieniu i pozwalam całować moją szyję. Nic nie mówimy, wystarczy mi, że czuję jego zdecydowane dłonie i usta.
Tańczymy kilka kolejnych kawałków coraz bardziej rozpaleni. Ręce mężczyzny są coraz śmielsze, a jego penis coraz twardszy. Dotykam go przez materiał spodni i delikatnie ściskam. Cicho jęczę na myśl o tym, gdzie zaraz się znajdzie. Mężczyzna przytrzymuje mnie przed sobą, ściska moją brodę i patrzy mi w oczy. Musi widzieć moją gotowość, moją chęć dania mu wszystkiego, co zechce. Łapie moją dłoń i kieruje się w stronę ciemnego korytarza. Zastanawiam się, co wybierze? Darkroom, w którym podzieli się mną z innymi? Pokój z krzyżem i linami, gdzie godzinami będzie się mną bawił? Jest niecierpliwy, więc raczej nie.

Ściska moją rękę, kiedy zatrzymuje się w przyciemnionym saloniku, potem lekko popycha mnie na ostatnią wolną sofę. W pomieszczeniu jest kilkanaście osób na różnych etapach zabawy. Kiedy indziej chętnie popatrzyłabym na nich, to też bardzo lubię. Ale teraz chcę tylko poczuć tego faceta w sobie, w każdym możliwym miejscu. Podnoszę głowę i patrzę mu w oczy. Stoi przede mną, wielki i masywny, w oczekiwaniu. Wiem, czego chce najpierw. Wsuwa dłonie w moje włosy, bawi się nimi, a ja posłusznie rozpinam rozporek jego spodni i uwalniam jego członek. Jest długi i gruby, dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam.

Delikatnie dotykam go palcami, potem nawilżam językiem. Zaczynam ssać czubek i przesuwać dłonią miękką i gorącą skórę. Czuję, jak mężczyzna zaciska palce na mojej głowie i wiem, co zaraz się stanie. Biorę głębszy oddech, rozchylam mocniej usta i pozwalam mu wepchnąć się do mojego gardła. Odrzuca głowę do tyłu i jęczy. Uwielbiam to. Ściskam dłońmi jego pośladki, chcę, żeby pieprzył mnie jeszcze mocniej. Ze łzami w oczach, bez tchu przyjmuję jego kolejne pchnięcia. Rozchylam uda, bo moje podbrzusze płonie. Wsuwam dłoń pod swoje mokre już, koronkowe stringi. Dochodzę błyskawicznie, a on, lekko zaskoczony, przerywa na chwilę i palcami ściera mi łzy z policzków. Potem podnosi mnie i odwraca.

Klęczę na kanapie i opieram piersi o jej oparcie. Mężczyzna podciąga moją sukienkę do góry i odsuwa na bok cienki paseczek bielizny. Rozsmarowuje moją wilgoć między pośladkami. Zaciskam dłonie na szorstkim obiciu sofy. Myśl, że wejdzie tam swoim wielkim penisem, rozkręca mnie na nowo. Kołyszę biodrami, nie chcę czekać. Czuję w sobie najpierw jego jeden palec, potem dwa. Rozpycha mnie, słyszę szelest rozrywanego opakowania prezerwatywy, a potem czuję jak jego członek napiera na mnie. Biorę głęboki oddech i rozluźniam się. Mężczyzna przytrzymuje moje biodra i wchodzi głębiej. Wysuwa się i znowu próbuje. W końcu sama nabijam się na niego i czuję, jak dokładnie mnie wypełnia. Tego chciałam, dokładnie tego potrzebowałam!

Zaczyna się poruszać, jego palce ściskają mocno moje biodra, a we mnie znowu rośnie euforia. Dochodzę, kiedy zwalnia na chwilę i pieści moją łechtaczkę, by potem wbijać się we mnie bez tchu. Orgazm, który zalewa mnie falami jest niesamowity. Napięcie z wielu ostatnich dni uwalnia się i wstrząsa moim ciałem. Nareszcie! Mężczyzna na chwilę nieruchomieje i pochyla się nade mną. Gryzie mnie w szyję i czuję, jak próbuje powstrzymać swoją przyjemność. Odwracam głowę i całuję go głęboko. Wysuwa się, odwraca mnie i rozchyla moje nogi. Patrzy na mnie z napięciem, zdejmuje koszulę, spodnie i bokserki. Dyszy pożądaniem, kiedy zdejmuje prezerwatywę i zakłada nową, potem klęka i zlizuje wypływającą ze mnie wilgoć. Wiję się na sofie w oczekiwaniu.

– Jeszcze ci mało, co? – Uśmiecha się.
Jedną ręką gwałtownie zsuwa ramiączko sukienki i brutalnie ściska moją odsłoniętą pierś. Pojękuję, kiedy impuls bólu dociera do mojego podbrzusza. Drugą dłonią najpierw zsuwa moje majtki, a potem pociera cipkę. Nieznośnie wolno wkłada we mnie najpierw dwa palce, potem trzy. Patrzy na mnie, a jego dłoń penetruje mnie coraz brutalniej.
– Tyle wystarczy, czy wolisz mojego wielkiego kutasa? – chrypi.
– Wejdź we mnie! – Dyszę wijąc się na sofie.
– Tylko wejdź?
– Nie, zerżnij mnie, mocno!
Uśmiecha się zadowolony. Podnosi moje biodra. Mruży oczy i gwałtownie we mnie wchodzi, od razu do końca, a moja mokra i rozgrzana cipka reaguje gwałtownym skurczem. Impuls przyjemności jest tak silny, że wyrywa mi się krzyk. Kolejne pchnięcie jest jeszcze bardziej intensywne. Głośno jęczę i odrzucam głowę do tyłu. W moim wnętrzu wzbiera kolejna fala przyjemności.

Nagle czuję na sobie czyjś wzrok. Odwracam głowę i widzę rozpalone oczy. Kolejne pchnięcie zatrzymujące mój oddech. I oczy wciąż wpatrujące się we mnie. Ten mężczyzna… Mężczyzna na sofie obok… Jego naprężone mięśnie pracujące pod napiętą, zwilżoną kropelkami potu skórą… Jego wielki penis wbijający się między pośladki wijącej się, przytrzymywanej mocno jego silnymi dłońmi kobiety… I ta twarz. Zaciśnięte usta i wbity we mnie wzrok. Thomas. Thomas Perrier. Mój szef, prezes, pieprzony Francuz.

Nie mogę oderwać od niego oczu. Jestem przerażona, jeszcze bardziej podniecona, podryguję w rytm pchnięć wielkiego, penetrującego mnie wciąż penisa i płonę pod przeszywającym mnie, rozpalonym wzrokiem Thomasa. Fala orgazmu, która mnie zalewa, jest nieprawdopodobnie silna. Moim ciałem wstrząsają skurcze, a ja wciąż patrzę na swojego nagiego szefa. Mężczyzna, który wbija się we mnie, łapie w końcu moją brodę i przytrzymuje mi twarz tak, żebym patrzyła na niego. Uderza mocno kilka razy i szczytuje z głośnym jękiem. Opada na mnie, a ja znowu muszę zerknąć w bok. Thomas nadal patrzy, ma zaciśnięte usta i każdym uderzeniem bioder bardziej dociska swoją kobietę do sofy. Wygląda niesamowicie, władczy, silny, zdecydowany. I całkowicie skupiony na mnie. Chcę go, chcę, żeby mnie pieprzył jeszcze mocniej niż ją, ale jednocześnie czuję, że muszę natychmiast stąd wyjść. Zanim dojdzie, zanim skończy z tą kobietą.

Przymykam na chwilę oczy, żeby poczuć jeszcze choć przez moment resztki tego cudownego rozluźnienia, po które tu przyszłam, a które zaraz zniknie. Mężczyzna leżący na mnie podnosi się. Całuje mnie i uśmiecha się.
– Drink? – pyta mrużąc oczy.
Z chęcią, ale nie tym razem. Gwałtownie podnoszę się z sofy, szybko obciągam sukienkę. Nie próbuję nawet znaleźć swoich majtek, tylko łapię go za rękę i zdecydowanie ruszam w stronę drzwi. Thomas odprowadza nas lodowatym wzrokiem. Zbiegam po schodach, rzucam zaskoczonemu towarzyszowi szybkie „dzięki” i zabieram swoje rzeczy z szatni.
Kiedy czekam przed bramą na taksówkę, chłód nocy sprawia, że powoli dociera do mnie rzeczywistość: złamałam się i zrobiłam to czego już nigdy miałam nie robić, do tego widział to mój szef. Szef, który wieczorem mnie podrywał, a w poniedziałek zobaczę go w pracy. Cholera! Kucam zakrywając twarz dłońmi, a po policzkach zaczynają mi spływać łzy.

/Magda Mila/

Thomas i Lena (I)

 

opowiadanie erotyczne OPOWIADANIA

Thomas i Lena (I)

Tak… O, tak… Jęk, sapnięcie, kolejny jęk. Moje palce intensywnie pracują, rozmazując wilgoć między nogami. Coraz mocniej pocieram, wpycham w siebie dwa, potem trzy… Tak!

Dyszę głośno, szarpię sutek, dopóki iskra upragnionego bólu nie przeszywa mojego wnętrza. Szybko uderzam zmęczonymi już palcami w punkt, który jest źródłem rozkoszy i ulgi. Raz, drugi, kolejny. Wiję się na łóżku z frustracji, próbuję jeszcze raz, jeszcze mocniej. Intensywnie pocieram łechtaczkę… Nareszcie! Gwałtowne skurcze orgazmu pozwalają mi się zatracić na kilka sekund.

Leżę, próbuję uspokoić oddech. Otwieram oczy i gapię się w ciemny sufit. Powinnam być cudownie rozluźniona, ale poza zdrętwiałymi palcami nie czuję nic. Wiem, że nieznośne napięcie zaraz wróci i obudzi mnie z płytkiego, nerwowego snu – kolejny raz tej nocy. Przewracam się na bok i obejmuję nogami kołdrę, jakby była tym, który da mi wreszcie ukojenie. Ale nie jest. Nikt nim nie jest.

Dzień zaczyna się źle, prawdopodobnie będzie jeszcze gorszy niż noc. Najpierw ignoruję budzik, przez co wstaję pół godziny później, niż powinnam. Nerwowo miotam się po mieszkaniu, nie potrafię się skupić. Gorącą kawą oblewam mankiet białej, koszulowej bluzki. I jeszcze korek w drodze do pracy, który sprawia, że zaciśnięty z nerwów żołądek zaczyna pulsować piekącym bólem.

W windzie, która mknie na ostatnie piętro biurowca, poprawiam wąską spódnicę i zapinam żakiet. Jestem spóźniona prawie godzinę i wiem, co mnie czeka. Nowy szef, Thomas Perrier, który od miesiąca próbuje reorganizować polski oddział francuskiej firmy, na pewno mi tego nie odpuści. Nie zwolni mnie, nie. Jestem zbyt cenna. Ale z pewnością przytnie premię i przez co najmniej kilka kolejnych dni będę musiała znosić jego złośliwe docinki.

Kwadrans później siedzę przy swoim biurku, wciśniętym w kąt dużego, poszatkowanego niskimi ściankami, pomieszczenia. Nerwowo stukam w klawiaturę. Zaciskam uda, bo napięcie już dawno wróciło. Moja seksualna frustracja jest ogromna i wciąż nie wiem, jak sobie z nią poradzić. To znaczy – wiem. Ale miałam już z tym skończyć.

Próbuję być twarda i koncentruję się na pracy. Tym bardziej, że przez dzisiejsze spóźnienie zostało mi już tylko kilkanaście minut do spotkania, na którym przedstawię całemu zespołowi swój raport. Wiem, że zdążę, ale chcę jeszcze poprawić makijaż i mieć choć chwilę na uporządkowanie myśli.

Biegnę do łazienki, kiedy drukarka wypluwa kolejne strony prezentacji. Delikatnie pudruję nos i czoło, poprawiam bluzkę opiętą na pragnącym czyjegoś dotyku biuście. Patrzę z wahaniem na drzwi kabiny. Może…? Szybki, wymuszony orgazm uspokoi mnie choć na chwilę. Ale potem zerkam w lustro. Nie, muszę wreszcie zacząć radzić sobie inaczej z gorączką, która trawi moje wnętrze. Zaraz po pracy dam sobie wycisk na bieżni. O właśnie! Potężna dawka endorfin powinna choć trochę pomóc.

Szybkim krokiem wracam do drukarki, a potem zaskakująco zgrabnie jak na wysokie szpilki, które mam na stopach, mknę w stronę sali konferencyjnej. Oczywiście wpadam do środka jako ostatnia. Z przepraszającym uśmiechem zajmuję miejsce naprzeciwko szefa. Wolę na niego nie patrzeć, bo wiem, że dezaprobata, którą zobaczę w oczach Thomasa Perriera, jeszcze bardziej mnie zdenerwuje.

– Leno, proszę – słyszę po chwili.

– Już zaczynam… Dziękuję…

Wstaję i na drżących nogach podchodzę do komputera znajdującego się pod wielkim ekranem. Stojąc tyłem do kilkunastu znudzonych współpracowników, zaciskam zęby i przymykam na moment oczy. Będzie dobrze, musi być!

Godzinę później wzdycham z ulgą. Prezentacja wypadła świetnie, a wnioski z raportu wywołały burzliwą dyskusję, w której na szczęście nie muszę brać udziału. Moje zadanie to analiza, naprawianiem błędów zajmują się inni.

Słucham kolegów przerzucających się argumentami i czuję na sobie wzrok szefa. Walczę, żeby na niego nie spojrzeć, bo wiem, że kiedy nasze oczy się zetkną, obleję się rumieńcem. Nie boję się go, ale chyba trochę mnie onieśmiela. Jest władczy i nie okazuje nikomu sympatii, ale jednocześnie imponuje wiedzą i skutecznością. Wiele kobiet zwraca też uwagę na jego powierzchowność – jest wysoki, wysportowany i przystojny. Na szczęście, szczególnie ostatnio, nie ulegam męskim wdziękom. A przynajmniej próbuję.

Kiedy zebranie dobiega końca, podnoszę się i szybko poprawiam spódnicę. Pończochy to moją wielka słabość, ale nie chcę, by ktokolwiek zobaczył, że zawsze je noszę.
Już na korytarzu dobiega mnie głos szefa:

– Proszę zaczekać!

Zatrzymuję się i powoli odwracam.

– Raport był świetny. – Prezes patrzy na mnie uważnie. – Mam dzisiaj dużo spotkań, ale proszę, żebyś poczekała. Chciałbym omówić kilka szczegółów. Zresztą… – mruży oczy i przewierca mnie lodowatym spojrzeniem – spóźniłaś się, więc i tak…

– Oczywiście. – Wykrzywiam usta w nieszczerym uśmiechu.

Jestem zła. Nie dlatego, że muszę siedzieć po godzinach, bo często zostaję dłużej w pracy i nawet lubię atmosferę opustoszałego biura. Jednak dzisiaj naprawdę potrzebuję biegania, a zamiast tego będę siedzieć za biurkiem, zaciskać uda i zagryzać wargę. No cóż. Może mogłabym podyskutować, powiedzieć, że zaplanowałam już coś ważnego… Mogłabym, gdyby nie dzisiejsze spóźnienie. Teraz już nic nie wymyślę.

– Leno, zapraszam do mnie! – słyszę tuż przed dwudziestą.

Powoli podnoszę się z krzesła. Zerkam na wiszący na oparciu żakiet, ale go nie zakładam. Uznaję, że o tej porze nie obowiązuje już biurowy dress code. Wychodzę na korytarz i zatrzymuję się na moment.

Thomas Perrier stoi przed drzwiami swojego gabinetu i z lekkim uśmieszkiem patrzy na mnie. W jego oczach jest coś niepokojącego, co sprawia, że tracę sporą część pewności siebie. Przełykam ślinę, bo czuję nagłe onieśmielenie. „To twój szef, opanuj się!” – kilka razy powtarzam w myślach. Ruszam w jego kierunku, próbując utrzymać na twarzy w miarę swobodny uśmiech.

Jestem speszona, kiedy wzrokiem bada moje ciało. Mój oddech przyspiesza. Ale nie, to nie pora i miejsce na nerwy. Nie pozwolę się wyprowadzić z równowagi!

– Cieszę się, że zaczekałaś – mówi, kiedy staję przed nim. Jakbym miała inne wyjście!

Wchodzę do gabinetu pewna, że zobaczę tu jeszcze przynajmniej asystentkę prezesa, ale okazuje się, że jesteśmy sami. Coraz bardziej zdenerwowana siadam na krześle przy stole konferencyjnym, a Thomas Perrier zajmuje miejsce po drugiej stronie.

– Pięknie dzisiaj wyglądasz. Zresztą jak zawsze.

Przymykam na chwilę oczy, żeby ukryć zmieszanie. Komplementy? On? Oddycham głęboko.

– Dziękuję.

Uśmiecha się i zaczyna tłumaczyć, dlaczego do kolejnego raportu powinnam też dodać własne uwagi i propozycje rozwiązań. Muszę przyznać, że to mile łechce moją ambicję.

Potem przeglądamy podsumowanie dzisiejszego zebrania. Próbuję się skupić, ale atmosfera w gabinecie gęstnieje. Staram się nie wiercić na krześle, kiedy mój szef wpatruje się we mnie, a w jego oczach widzę coraz głębszy cień. Niby tłumaczy, jak ważne dla firmy są zmiany, które wprowadza. W rzeczywistości jednak rozbiera mnie wzrokiem. Cholera!

Jest w nim coś fascynującego. Kiedy uświadamiam sobie, że podoba mi się to, co mówi, i – przede wszystkim – jak mówi, czuję nagły ścisk w podbrzuszu. Tego już za wiele. Walczę ze sobą, próbując zignorować sygnały, którymi moje ciało atakuje mózg.

Thomas Perrier przerywa, zauważając mój brak koncentracji. Chwilę badawczo mi się przygląda, potem kontynuuje wywód. Teraz już zupełnie nie potrafię skupić się na słowach, bo każde z nich, wypowiedziane niskim, wibrującym głosem, sprawia, że cała drżę. Muszę natychmiast stąd wyjść!

Nie zadaję już kolejnych pytań, tylko podrywam się gwałtownie, kiedy szef znowu milknie. Nerwowo się uśmiecham i ruszam w stronę drzwi. Mężczyzna wstaje i opiera dłonie o stół.

– Skończyliśmy?

Dotykam dłonią klamki. Zamieram na moment. Wiem, że nie powinno mnie tu już być, ale nie jestem w stanie wykonać żadnego ruchu.

– Widziałem te piękne pończochy. Takie noszą tylko wyjątkowe kobiety.

To, co mówi, tylko podsyca ogień w moim wnętrzu. Jego słowa podsuwają mi obrazy – leżę na dyrektorskim biurku, z rozłożonymi nogami. On ściska moje biodra i ostro się we mnie wbija.

Albo nie, opieram się o blat, ze spódnicą zwiniętą w talii, a wielki penis wdziera się między czerwone od mocnych klapsów pośladki.

Na chwilę tracę oddech. Kręci mi się w głowie. Czy powinnam to zrobić? Przygryzam wargę, aż w końcu ból sprawia, że przytomnieję. Nie, zdecydowanie nie! Nie powinnam, nie mogę! Powoli się odwracam.

– Dziękuję za… inspirujące i merytoryczne spotkanie.

Potem szarpię klamkę i wypadam na korytarz. Prawie biegnę po żakiet i torebkę. Dopiero w windzie trochę się uspokajam, próbuję opanować przyspieszony oddech. Opieram głowę o wielkie lustro i zamykam oczy. To mnie wykończy.

Powoli wyjeżdżam samochodem z podziemnego garażu. Znowu zaciskam uda, chcę ukoić natrętne pulsowanie. Napięcie, kumulujące się we mnie od wielu dni, za chwilę mnie rozsadzi. Nie wiem nawet, po co miałabym jechać do domu, skoro po kolejnej nieprzespanej nocy nie będę już w stanie pracować.

Jak w ogóle doszło do takiej sytuacji? Owszem, wiele razy czułam na sobie wzrok Thomasa Perriera. Ale nie tylko on zwracał na mnie uwagę. Wiem, że podobam się mężczyznom i jestem przyzwyczajona do ich pożądliwych spojrzeń. Ale on? Zimny profesjonalista, który nagle sugeruje coś, co absolutnie nie powinno się wydarzyć?

A może popełniam błąd? Może powinnam teraz leżeć przygnieciona jego spoconym, gorącym ciałem? Albo klęczeć przed nim i krztusić się, podduszana twardym penisem?

Zaciskam dłonie na kierownicy. Nie! Nie mogę sobie na to pozwolić, a już na pewno nie w pracy. Już tylko tu nie poddałam się swoim żałosnym instynktom. Zresztą – przecież miałam z tym skończyć. Miałam już nigdy nie rozkładać nóg, kiedy tylko moje ciało zacznie domagać się zaspokojenia. Miałam nauczyć się czekać, aż poczuję coś więcej, niż zwierzęce pragnienie. Miałam…
Łzy płyną po mojej twarzy. Nie dam rady, nie uwolnię się od tego!

Potem podejmuję decyzję. Jeszcze tylko raz, jeden jedyny raz – takie pożegnanie z poprzednim życiem. I od razu czuję się lepiej, jak ćpun, który na głodzie dowiedział się, że zaraz dostanie działkę. Mój mózg zaczyna gorączkowo pracować. Może Śródmieście i klub? Tam zawsze, a zwłaszcza w piątek, czekają stada napalonych samców. Czy jednak mam ochotę na te gadki-szmatki, zanim trafię na faceta, który wie, co znaczy szybko, ostro i mocno? Nie, klub odpada.

Więc może Adam? Ale chyba nie chcę usłyszeć kpiącego: „A nie mówiłem?”.

Zostają dwa miejsca, ale w obu będzie ktoś znajomy; ludzie, których nie powinnam już nigdy spotkać i dawno wyrzucić ze swojego życia. Pocieram skroń. Chyba, że…

Zatrzymuję się na czerwonym świetle. Sięgam do torebki po telefon. Przeszukuję skrzynkę odbiorczą. Może jeszcze nie skasowałam sms-a z numerem, który miesiąc temu dostałam od znajomego? Nowe miejsce, dokładnie takie, jakiego dzisiaj potrzebuję. Tam, poza tym, czego szukam, znajdę też odrobinę niepewności i nieprzewidywalności. Uśmiecham się do siebie w lusterku. Tak, dokładnie o to chodzi!

W domu biorę szybki prysznic, potem zakładam prostą, czarną, ale seksowną sukienkę – tam, gdzie spędzę dzisiejszy wieczór, obowiązują eleganckie ciuchy, przynajmniej do pewnej godziny. Wsuwam stopy w wysokie szpilki i schodzę do czekającej już pod blokiem taksówki. Podaję adres i podekscytowana stukam paznokciami w uda. Moje ciało wibruje w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Pewnie popełniam błąd, ale teraz nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Ważne, że choć na chwilę jakiś wielki penis zlikwiduje to cholerne napięcie. Chcę rozluźnienia, potrzebuję tylko i aż tego.

/Magda Mila/

Thomas i Lena (II)